Świat według... Johna Irvinga
John Irving to znacznie więcej niż kultowy Świat według Garpa. Przyglądam się trzem różnorodnym powieściom pisarza – Małżeństwu wagi półśredniej, Alei Tajemnic oraz Modlitwie za Owena – odkrywając ciekawe fabuły, czarny humor i głęboką empatię do ekscentrycznych bohaterów.
Najgorsze jest to, że Irving kojarzy się nam głównie ze Światem według Garpa, jakby jedynie ten tytuł przylgnął do niego na dobre. Jasne, to dość osobliwa książka. Kto czytał ją za młodu, ten zapewne pamięta galerię ekscentrycznych postaci, zabawne sceny erotyczne czy życiowy smutek bohaterów ukryty pod powłoką trywialnej codzienności.
Garp... przyniósł autorowi popularność: napisany jest prostym językiem, a bohaterom bliżej do zwykłego życia niż do wielkich idei. Robią śniadanie, idą na spacer, spotykają sąsiadów, mają romanse i walczą o siebie lub ze sobą, przeprowadzają czy uprawiają sport. Kibicujemy tytułowemu bohaterowi i jego żonie, a sama akcja płynie wartko, niczym plotka odsłaniająca kolejne wzloty i upadki Garpa. A może po prostu do rozpoznawalności tej powieści przyczyniła się jej ekranizacja z roku 1982 z Robinem Williamsem w roli tytułowego bohatera?

Ameryka lat 50, 60 i 70 - tych...
Świat amerykańskich miasteczek lat 50., 60. i 70. pod piórem Irvinga może wydawać się przerysowany jak reklamy tego czasu. Jego proza na pierwszy rzut oka jest dynamiczna, ciut ekscentryczna (wypchane zwierzęta, dziwaczne rekwizyty) i obsesyjna (boks, zapasy, niedźwiedzie, cyrkowcy). Do tego dochodzi cała menażeria nietuzinkowych postaci: uzdrowicieli, akrobatów, wizjonerów, treserów lwów, pisarzy z blokadą twórczą czy bohaterów z pogranicza snu i jawy…

Jeśli zatem nie zraża Państwa taka polewa na torcie, przejdźmy do konkretniejszych kęsów. A tam nie będzie już ani tak słodko, ani tak crunchy…
Co wybrać z Irvinga?
Powrót do Irvinga zaczęłam – jakżeby inaczej – od Świata według Garpa (1978). A potem sięgnęłam po kolejne powieści i ogromnie zaskoczyła mnie ich różnorodność. Dlatego przedstawię Państwu trzy wybrane tytuły – odległe od siebie czasowo, pod względem kompozycji, narracji i nastroju. Będą to: Małżeństwo wagi półśredniej (1974), Aleja Tajemnic (2015) oraz Modlitwa za Owena (1989)

Małżeństwo wagi półśredniej
Kompozycja tej powieści opiera się na erotycznym eksperymencie: dwa małżeństwa postanawiają urozmaicić swoje życie i na krótki czas zamienić się partnerami. Sam pomysł jest niezwykle wciągający (kto z nas nie jest ciekawy, co wyjdzie z takiej pikantnej zabawy?). Gdy już jednak damy się porwać tej historii, zaczyna się… nie tyle samo życie (czyli psychologiczna walka tytułowych zawodników „wagi półśredniej”), ile świetnie skonstruowana intryga.
Patrząc na to irvingowskie ménage à quatre, z początku wydaje się, że chodzi w nim wyłącznie o urozmaicenie łóżkowych doznań. Dajemy się na to nabrać tak samo jak naiwni bohaterowie – nie przewidujemy komplikacji, nie pytamy o prawdziwe intencje wejścia w ten czworokąt i nie znamy przeszłości pozostałych postaci… Śledzimy więc uroczy, podniecający romans. Jednak ta przestrzeń to nie tylko zwykła scena małżeńska, ale też arena zmagania się zawodników uprawiających małżeńskie zapasy: długich, wyczerpujących fizycznie i psychicznie walk, szukania słabych punktów i dźwigania ciężaru przeciwnika…
Tytułowe małżeństwo jednak to co innego, niż …dwa małżeństwa:). Bo jakiej wagi są nowo poznani znajomi? Czy to waga ciężka, czy kogucia? I co to za ”styl” walki: klasyczny czy wolny? Stając na macie, trzeba zadać sobie te wszystkie pytania.

Aleja Tajemnic
Aleja Tajemnic to powieść oparta na retrospekcji. Jej narrator – pięćdziesięcioletni pisarz, a zarazem wychowany na wysypisku śmieci chłopiec – wraca wspomnieniami do przeszłości. Na tej drodze wstecz udaje się w podróż do miejsca swojego urodzenia, by odkryć sekrety, które w umyśle dorosłego ułożą się w zupełnie nowy wzór.
To, co zachwyca w Alei Tajemnic, to autentyczność dziecięcej perspektywy: Diego bierze świat dokładnie takim, jaki jest, bo nie ma jeszcze ani punktu odniesienia, ani możliwości wyboru. Razem z siostrą, podobnie jak wiele innych dzieci z ich dzielnicy, pracuje na stercie śmieci – wydobywając stamtąd miedź, aluminium czy szkło i segregując odpady nadające się do sprzedaży…
Jednak historia Diega nie jest opowieścią o losie biednych meksykańskich dzieci. A w każdym razie – nie tylko. To metafora tego, co z przeszłości zostaje w nas samych, oraz poszukiwanie odpowiedzi na pytanie: co ma wartość na tej wielkiej stercie wspomnień, z której po latach wydobywamy zdarzenia, spotkania, bliskich i drobne gesty budujące nasze życie?
Gdybyśmy sięgnęli pamięcią wstecz – bez względu na wiek – kogo tam odnajdziemy? Kto był dla nas ważny i co po sobie zostawił? Co dobrego nam dał? Ile w nim było miłości i poświęcenia, a ile gry i przypadku? Co z dzieciństwa przetrwało w nas mimo upływu czasu? Kim naprawdę byli nasi rodzice? Czy ich znamy i rozumiemy? Jakie marzenia i niespełnienia niesiemy z sobą przez życie?
Mały Diego jest namiętnym czytelnikiem książek dostarczanych mu przez księży zafascynowanych jego pasją. Jednak najważniejszą osobą w życiu chłopca jest jego siostra Lupe (Guadelupe?). Dziewczynka posiada dar czytania w myślach i przewidywania przyszłości, ale mówi we własnym, zniekształconym języku, który potrafi zrozumieć i przetłumaczyć na hiszpański wyłącznie jej brat. Diego staje się więc tłumaczem siostry – a jak się później okaże, także tłumaczem świata: pisarzem.
Osnową powieści jest podróż dorosłego już Diega – cenionego literata – na Filipiny. Szuka tam grobu ojca swojego zmarłego przyjaciela z dzieciństwa, amerykańskiego żołnierza, który poległ na archipelagu podczas II wojny światowej. Wizyta na cmentarzu jest dla niego rodzajem symbolicznego domknięcia przeszłości, spłaceniem długu pamięci oraz oddaniem hołdu ludziom, którzy wpłynęli na jego losy. A być może – i to kolejna tajemnica Diega – symbolicznym gestem wobec własnego ojca, którego nigdy nie poznał? Powrotem do początków?
Psychopompos
W antropologii kulturowej psychopompos to przewodnik dusz — duch, anioł lub zwierzę, którego zadaniem jest przeprowadzenie zmarłego z krainy żywych do świata umarłych. Nic dziwnego, że licznie pojawiające się w powieści psy, lwy, murena czy mały gekon budziły we mnie przeczucie symbolicznej obecności duchów, zwłaszcza że Lupe, siostra Diego, rozmawia ze zwierzętami... Dałam się jednak po mistrzowsku zwieść — Aleja tajemnic okazuje się bowiem także aleją samego czytania i odkrywania zagadek fabularnych. Umknął mi symboliczny wymiar momentu, w którym Irving wprowadza kluczowy, nieoczekiwany wątek: przypadkowe spotkanie Juana Diego na lotnisku z dwiema nieznajomymi - matką i córką. Nawiąże z nimi relacje namiętną jak samo życie, jak powrót do przeszłości na stare lata, jak ostatnie zdanie pisarza i jego ostatni gest...
Modlitwa za Owena

Modlitwa za Owena to przejmująca, snuta na granicy absurdu i mistycyzmu opowieść o chłopięcej przyjaźni, którą na zawsze naznaczyło przeznaczenie. Gdy jeden fałszywy krok – niefortunne uderzenie piłki bejsbolowej – odbiera życie matce narratora, mały, niezwykle wątły Owen Meany odnajduje w tej tragedii nie winę, lecz własne powołanie. Przekonany, że jest jedynie precyzyjnym narzędziem w rękach Boga, krok po kroku zmierza ku przypisanej mu, nieuchronnej misji. Znosząc ciężar proroczych wizji i własnego niesamowitego głosu, staje się dla przyjaciela cichym kompasem w świecie, w którym wiara nieustannie ściera się ze zwątpieniem. To nasycona cieniem wojny wietnamskiej historia o tym, że największe cuda potrafią przybrać najbardziej niepozorną postać.
Gry intertekstualne: Irving i Grass
Tak jak ludzie, utwory literackie mogą ze sobą „rozmawiać”. Irving, pozornie skupiony na życiu zwykłych Amerykanów w powojennych dekadach, przekracza te ramy i wkracza – subtelnie, ale wyraźnie – w wielką literaturę europejską. Jak to robi? Modlitwa za Owena jest w moim odczytaniu dialogiem z Blaszanym bębenkiem Güntera Grassa. Obie te powieści opowiadają o niezwykłych dzieciach, których niski wzrost i karłowata postura stanowią metaforę nieprzystosowania do świata dorosłych. Autorzy poruszają też motyw niezwykłego ludzkiego głosu – daru, za pomocą którego bohaterowie podporządkowują sobie otoczenie. Nie przez przypadek tłem obu historii są wojny (II wojna światowa oraz konflikt w Wietnamie) i podziały polityczne odbijające się w codzienności chłopców. Oskar i Owen stają się tu symbolami ludzkiej wrażliwości zderzonej z grozą XX wieku.
Humor Irvinga
By nie kończyć tak mrocznym akcentem prezentacji prozy Irvinga, parę słów o jego poczuciu humoru. To przede wszystkim czarny humor połączony z groteską, tragizmem i przesiąknięty głęboką empatią. Ten wyrazisty humor wynika przede wszystkim z samej natury bohaterów To ludzie zafiksowani na punkcie swoich dziwactw, fobii czy konwenansów, którzy wchodzą ze sobą w nieuniknione, chaotyczne kolizje. Narrator, prawdziwy mistrz ironii, nigdy nie jest jednak pogardliwy ani złośliwy. Zamiast tego z czułością przymyka oko na odmienność postaci i zawsze stoi po ich stronie w walce z brutalnością oraz nieprzewidywalnością świata. A my razem z nim.