Jak czytać poezję dla przyjemności? Prosty instruktaż dla początkujących.

Poezja to nie szkolna klasówka i zgadywanka, co autor miał na myśli. To chwila relaksu, uważności i odkrywanie piękna w słowach i obrazach. Krótki przewodnik w 5 krokach, jak czytać wiersze dla przyjemności.

Share
Jak czytać poezję dla przyjemności? Prosty instruktaż dla początkujących.
Władysław Podkowiński, Szał uniesień, 1894| Muzeum Narodowe w Krakowie

Dlaczego nie piszę o wierszach? No to już piszę!:)

Stereotypy na temat poezji

Z czytaniem poezji to jest taka dziwna sprawa. Trudno odkryć przyjemność z jej lektury, bo obrosła stereotypami jak niedźwiedź futrem, i aż strach podejść. Kojarzy się ze szkołą i nieśmiertelnym pytaniem: co autor miał na myśli? Co więcej, czytanie poezji i zachwyt nad nią budzą u niektórych silny popęd twórczy. Skoro „ktoś” może "wysmażyć parę zdań" i okrasić je tytułem, to ja też mogę! Efektem tego przekonania są porywy poetyckie, niejasne jak majaki senne, za to pełne emocji. Bardzo trudno jest dosiąść Pegaza – „konia poezji” - wyrywa się jak ten na obrazie Podkowińskiego i toczy pianę:). A na dodatek człowiek czytający wiersze – mówimy teraz o idiotycznych stereotypach – jest „wrażliwcem z głową w chmurach”, „uduchowionym samotnikiem” lub "szaleńcem". Taki obraz nie zachęca.

Kawał dobrej prozy jest treściwy jak dobry stek - jest w co zęby włożyć. A poezja?

Czytanie poezji to umiejętność

Zostawmy więc potoczne przekonania i przejdźmy do rzeczy. Czytanie poezji jest umiejętnością. Może nie do końca taką jak gra w szachy, slalom na nartach czy haftowanie, ale jest w nim pewna sztuka. Nie jest to jednak wiedza tajemna. Nie trzeba do tego „nastroić ducha” – nawet odradzałabym. Wystarczy trochę uważności i logicznego myślenia.

Krok 1. Poezja jest jak obraz lub fotografia

Zdjęcie - dobre zdjęcie - potrafi uchwycić nie tylko chwilę obecną, postać, miejsce, zdarzenie, ale jeszcze ‘dokłada” - sugeruje rzeczy, które nie są na nim bezpośrednio przedstawione. Spójrzmy na zdjęcie Evy Rubinstein, Hotel Lobby, Ancona.

Eva Rubinstein, Hotel Lobby, Ancona, https://www.artsy.net/artwork/eva-rubinstein-hotel-lobby-ancona. Wykorzystano na prawach cytatu do celów analizy krytycznej.


Na zdjęciu Rubinstein widać po prostu lobby hotelowe: parę foteli, stolik, dywan, popielniczkę i firankę poruszaną wiatrem. W sumie tyle. Ale jest w tej fotografii coś więcej. To „coś” wynika z nastroju i kompozycji: jasny dzień za oknem kontrastuje z ciemnym, trochę mrocznym, anonimowym foyer. Podmuch wiatru podrywa firankę, burzy surowość pustej przestrzeni – przełamuje nastrój ciężkiego, statycznego wnętrza. Cienie i załamania materiału układają się w kształt ludzkich ramion... Czy to tylko wrażenie czyjejś obecności? Sugestia?

Wiersz jest jak obraz – ta myśl to fundament poezji. Czytając, trzeba wyraźnie oddzielić to, co jest bezpośrednio w tekście, od tego, co jest w nim jedynie zasugerowane. Inaczej się pogubimy.

Krok 2. Przestrzeń ma znaczenie

Hotelowe lobby. Ankona. Przez lobby zazwyczaj przewija się wiele osób. To takie miejsce „przechodnie”: można w nim na chwilę przysiąść, ale nigdy głęboko odpocząć. Nie da się przecież odpoczywać w hallu, bo jest to przestrzeń społeczna, a nie intymna. Na zdjęciu Rubinstein mamy jednak dwa „miejsca”: zamknięte (ukazane pomieszczenie) i otwarte (sugerowany świat za oknem). Nie wiemy, co jest za unoszącą się podmuchem wiatru zasłoną…

Każdy utwór poetycki – będąc jednocześnie obrazem – ma swój wymiar przestrzenny. Wiersze ukazują rodzinne domy, wnętrza pokoi, ogrody, bezkresne stepy i pustynie, ruiny, strychy, więzienia, labirynty, miasta… Trzeba przyjrzeć się im uważnie, wyobrazić je sobie i nazwać. Nie zawsze to, co zamknięte, kojarzy się negatywnie – jak zatęchła piwnica czy domek czarownicy. Zamknięte mogą być też otulone ciepłem kominka pokoje, intymne sypialnie, altany. Podobnie przestrzenie otwarte: bywają zarówno źródłem lęku, poczucia wyobcowania czy braku schronienia (jak wzburzone fale czy pusta, wietrzna przestrzeń), jak i synonimem wolności, oddechu oraz niezmierzonej horyzontem swobody (spokojne morze czy górski pejzaż).

Czytając, szukajmy więc miejsc.

Autor obrazu: Małgorzata Bocian, 2026.

Krok 3. Przedmioty 

Hotelowe lobby. Ankona. Puste fotele, stolik, dywan, firanka. Poza tym nic nie wypełnia tego pomieszczenia ukazanego przez Evę Rubinstein. Wyraźnie NIE MA tam nic więcej, jakby o tym BRAKU mówiły głośno przedmioty. Nie ma tam codzienności, zwykłego życia, które zdradziłaby jakakolwiek inna rzecz: torebka, kwiat, książka – słowem drobiazg świadczący o obecności żywego człowieka.

To przestrzeń pusta, samotna, pozbawiona życia. A jednak podmuch wiatru z zewnątrz przynosi wrażenie obecności. Wiatru nie widzimy – zdradza go unosząca się biała firanka… Jest więc coś, jakaś siła, która sprawia, że ten dzień w mieście może być dobrym dniem? Co ten powiew przynosi Patrzącemu?

W utworach badajmy takie ślady, jak na tym zdjęciu. Każdy z poetów ma inny repertuar swoich ulubionych rekwizytów: przedmiotów codziennych, jak lustra, grzebienie, książki, zdjęcia, ubrania, łyżki cedzakowe, piece kaflowe, kwiaty, i niecodziennych, jak stare listy, wypchane zwierzęta, porcelanowe filiżanki czy guziki z oficerskich mundurów.

Czytając, musimy być uważni na każdy detal, bo to on tworzy tkankę poetyckiego świata.

Krok 4.  Czas 

Hotelowe lobby. Ankona. Na zdjęciu jest poranek lub środek dnia. Domyślamy się raczej letniej pogody, bo przecież jej nie widzimy. I nigdy za tę firankę nie zajrzymy – to tajemnica doświadczenia Evy Rubinstein. I tylko jej. Są takie zasłony, za które nie da się spojrzeć...

Ustalmy więc w wierszu porę roku i dnia. Wiosna to początek cyklu przyrody, nowe życie; lato – czas pełni; jesień – czas starzenia się, podsumowań, melancholii; i zima – czas zamierania i śmierci natury. „Nocne” wiersze wprowadzają klimat samotnych refleksji lub erotyki. „Dzienne” natomiast są inne – możemy spojrzeć na porę dnia (poranki, wieczory) czy pogodę (deszcz, słońce). Tworzą one nastrój, który będzie nam dość łatwo odczuć, bo przecież pogoda, pory roku czy dnia to nasza codzienność.

Czytając, spójrzmy w kalendarz poetycki.

Krok 5. Kto patrzy? Kto mówi?

Hotelowe lobby. Ankona. Hotele są na chwilę. Nie są i nigdy nie staną się niczyim domem. Podróżny niesie ze sobą tylko walizki – mały niezbędnik, namiastkę intymnego życia. Na zdjęciu mamy Patrzącego – podróżnika. Nie widzimy go, ale patrzymy z jego perspektywy. Właśnie wszedł do hotelowego lobby. Co niesie w sercu? Czy odkrywa puste miejsce z dala od zgiełku, bo chce odpocząć? Czy puste lobby budzi w nim poczucie samotności, tak intensywnie przeżywanej, że nawet podmuch wiatru staje się „zdarzeniem” wartym uwiecznienia na zdjęciu?

Na zdjęciu Rubinstein nie ma nikogo... Czy jednak ukazana na nim firanka skrywa nieobecną, ale ważną postać? Czy to tylko cień, wspomnienie, napięcie wynikłe z oczekiwania na spotkanie? Kim jest więc Patrząca, dla której pusty hall stał się tematem artystycznego zdjęcia?

Podobnie jest w wierszu. Kim jest ten, kto Patrzy/Mówi? To zasadnicze pytanie. Co mówi o sobie? Czy mówi wprost: „ja”, czy chowa się za obrazami, przedmiotami, porą roku, czy dnia? Jest stary czy młody? Szczęśliwy czy w rozpaczy? Jakie doświadczenia życia ma za sobą? W tekstach często Mówiący zwraca się do kogoś, kto jest dla niego ważny. Nie musi być jednak fizycznie obecny.

Czytając, budujmy profil psychologiczny tego, kto Mówi.

Broniewski na zakończenie

W tym wpisie nie będę analizować żadnego wiersza. Postaram się przedstawić interpretacje utworów poetyckich w kolejnych, jak obiecałam. Dzisiaj na zakończenie proponuję współczesny tren, którego ilustracją może być hotelowa fotografia. Chciałabym, aby Państwo zostali z tym obrazem poetyckim sami.

Gdy patrzymy na biografię obu artystów - Evy Rubinstein i Władysława Broniewskiego - źródło tych dwóch tekstów (zdjęcia i utworu poetyckiego) bije w doświadczeniu tęsknoty i utraty. Ale może mi się tak tylko wydaje? Przepraszam za ten nastrój (kolejny klucz analityczny!) – smutek nie powinien być wstępem do czytania poezji. Czasem jednak wiersze i fotografie mają tak przemożną siłę oddziaływania, są tak sugestywne, że nic nie można zrobić, tylko się im poddać.

Władysław Broniewski, Firanka

Otworzyłem okno, a firanka

pofrunęła ku mnie,

jak Anka

w trumnie.

Biała firanka, błękitne zasłony,

zaszeleściło...

O! pokaż mi się od tamtej strony!

Jesteś? Jak miło!...

Jak miło... jak miło...jak strasznie,

moja miła...

ja już chyba nie zasnę...

Firanka?...Czy tyś tu była?