Granice filmowej adaptacji, czyli ile jest „Lalki” w „Lalce”?

Udostępnij
Granice filmowej adaptacji, czyli ile jest „Lalki” w „Lalce”?
Tomasz Schuchardt jako Stanisław Wokulski i Sandra Drzymalska jako Izabela Łęcka w serialu Netflix „Lalka”. (Fot. materiały prasowe)

Na serial Netflixa czekali nie tylko miłośnicy kina, ale także czytelnicy Prusa. Wypowiadają się jednak wszyscy, zarówno ci, którzy czytali powieść, jak i ci, którzy nigdy książki nie mieli w ręku. Ci ostatni twierdzą, że nie przeszkadza to w niczym, wszak wypowiedzieć się może każdy i na każdy temat, a o kinie i literaturze to już „na lajcie”, bo to kwestia gustu. 

Skoro o gustach się nie dyskutuje, to i ja postaram się nie oceniać serialu. Grę aktorską, muzykę, scenografię, tempo, kadrowanie, dialogi i cały szereg innych aspektów filmu zostawię bez komentarza. Chciałabym jedynie przedstawić – w oparciu o tekst powieści – że „Lalka” Maślony nie jest „Lalką”.  Reżyser wykorzystując w zasadzie tylko imiona bohaterów, nadpisuje własne doświadczenia kulturowe i fantazje społeczne, wymyślając wątki, sceny, epizody, dodając nowe postaci, zamieniając im nawet tożsamość powieściową i imiona.

To krótkie zestawienie film - tekst doprowadzi nas pewnie do pytań ogólniejszej natury: 

- Czy „wolno” kompletnie zmieniać tekst, skoro deklaruje się ekranizację powieści i nadając jej tytuł oryginału? 

- Czy „wypada” przekształcać postaci według dowolnego, czasem zupełnie świrniętego schematu i do czego to może doprowadzić?

- Gdzie leży granica „uwspółcześniania” starych tekstów? 

- I kiedy tekst umiera, a rodzi się jego groźny sobowtór? 

 Warto więc przyjrzeć się ekranizacji Maślony i sięgnąć do powieści Prusa. Bo może nie ma o co kruszyć kopii? 

Tomasz Łęcki

 Zacznijmy od świata z II połowy XIX wieku. To świat upadającej arystokracji podtrzymującej i podtrzymywanej przez mit wyższości kulturowej, obyczajowej, politycznej i społecznej tej sfery. Nie chcę tu dokonywać historycznych ocen, a jedynie zrekonstruować z grubsza jej obraz, który odmalował w powieści Prus. Tomasz Łęcki, jak mówi narrator, (…) liczył w swoim rodzie całe szeregi senatorów,(…) a fizjognomia jego była zawsze tak spokojna, a postawa tak dumna, że wielbiciele jego córki zupełnie potracili głowy. Stary Łęcki jest arystokratą z postawy, języka, manier, stylu życia. Dla niego najważniejsze staje się to, jak prezentuje się społecznie, bo tylko to mu w życiu pozostało. Gra zużytym żetonem mitu. Mitu wyższych sfer, arystokratycznego Olimpu. Nic więcej nie ma na stole. 

 W filmie Tomasz ma aparycję degenerata i alkoholika, a maniery menela. Tańczy pijany na wiślanych piaskach, szczypie Florentynę w tyłek publicznie, bełkocze pijany, wykrzykuje coś, podskakuje, piszczy, mówi językiem ulicy. Kadr serialowy prezentujący Tomasza, który w pijanym zamroczeniu zabija klacz w oficynie swojej kamienicy, po czym osuwa się na kolana, posmarkany i brudny, zmienia zupełnie obraz rodziny Łęckich. To uproszczenie psychologii lub jej przekształcenie ma jednak swoje serialowe konsekwencje. 

 Izabela Łęcka

 Jego córka, Izabela, gardzi pieniędzmi, choć ich potrzebuje jak tlenu. Ale jeszcze bardziej gardzi zarabianiem pieniędzy. Nie jest możliwe, by poszła prosić o zatrudnienie. W tym świecie – tak hermetycznym i zrytualizowanym – to nie do pomyślenia, a tym bardziej – do zrobienia. Jej wykształcenie, w gruncie rzeczy, pozostawia wiele do życzenia. Izabela myśli magicznie, jak mała, za to bardzo pewna siebie dziewczynka. Narrator tak oddaje jej myśli:

 Pewnego dnia, we Francji, zwiedzała fabrykę żelazną. Zjeżdżając z góry, w okolicy pełnej lasów i łąk, pod szafirowym niebem zobaczyła otchłań wypełnioną obłokami czarnych dymów i białych par i usłyszała głuchy łoskot, zgrzyt i sapanie machin. (…) Wtedy jej się zdało, że z wyżyn szczęśliwego Olimpu zstąpiła do beznadziejnej otchłani Wulkana, gdzie cyklopowie kują pioruny mogące zdruzgotać sam Olimp. Przyszły jej na myśl legendy o zbuntowanych olbrzymach, o końcu tego pięknego świata, w którym przebywała, i pierwszy raz w życiu ją, boginię, przed którą gięli się marszałkowie i senatorzy, zdjęła trwoga.

- To są straszni ludzie, papo… - szepnęła do ojca.

Ojciec milczał, tylko mocniej przycisnął jej ramię. 

 - Ale kobietom oni nic złego nie zrobią?

-Tak, nawet oni – odpowiedział pan Tomasz. 

 Gdy poczytamy dalej, horyzont intelektualny panny Izabeli nie wygląda imponująco. Nie jest przedsiębiorcza, nie dyskutuje z męskim światem jak równy z równym. Odrzuca propozycje małżeńskie nie z głębokiego przekonania, że czeka na miłość lub pragnie wolności i „emancypacji”, tylko z pychy i cynicznego oczekiwania na „lepszą partię”. W serialu natomiast rozmowę o małżeństwie kwituje krótkim „bo nie”, sugerującym pragnienie wyrwania się ze schematu społecznego i życia według własnych zasad. I w efekcie plan się powiedzie. W powieści natomiast jest grzeczna i zimna, „dobrze wychowana”, czerpiąc satysfakcję z upokarzania swoim „chłodnym spojrzeniem”, jak mówi narrator.  

W filmowej wersji - wydaje się być na granicach emocjonalnego rozchwiania, obrażając bladego adoratora i nazywając go publicznie „ch*cem borsuczym” (poetyka tego wulgaryzmu zrobiła już karierę językową w internecie), czy wpychając sobie w usta ciastka i torty, wyjąc przy tym z emocji. To dzikie zwierzątko w klatce, które – dzięki równie dzikiemu scenariuszowi filmowemu - wyrwie się w końcu na wolność i zrealizuje intelektualnie.

Łęcka - emancypantka?

W oczach narratora powieści Łęcka nie jest emancypantką. Jest doskonałym zaprzeczeniem tej idei – niesamodzielna, słabo wykształcona, będąca „produktem” starego, odchodzącego w niebyt świata, w którym nic nie znaczy, bo gdy wieści o straconym posagu rozchodzą się po świecie – „starający się” znikają. Izabela jest piękną, salonową lalką wbitą w sztywny gorset społecznych oczekiwań – takie ma też sama przekonania o małżeństwie. Jest naiwna, egocentryczna, pełna pychy i pogardy do ludzi, skrywanej pod płaszczykiem grzeczności i formuł, w których została wychowana. Łęcka nie ma własnego głosu. Gdyby zabrać jej status i majątek, nie pozostaje nic. Dosłownie nic. Zostałaby wypatroszona jak lalka Krzeszowskiej. I o to toczy się powieściowa gra, w której nagle pojawia się Wokulski – wrzucając ruble, uruchamia kukiełki, naiwnie myśląc, że w martwej duchowo istocie wzbudzi ludzkie uczucia i myśl…Natomiast Izabela jest przekonana, że: 

 Wśród stałej ludności zaczarowanego świata ukazywał się od czasu do czasu zwykły śmiertelnik, który na skrzydłach reputacji potrafił wzbić się aż do szczytów Olimpu. Zwykle bywał nim jakiś inżynier, który łączył oceany albo wiercił czy też budował Alpy. Był jakiś kapitan, który w walce z dzikimi stracił swoją kompanię, a sam okryty ranami ocalał dzięki miłości murzyńskiej księżniczki. 

 Izabela w wersji reżysera staje się kobietą świadomą reguł, jakie rządzą światem. Czerpie siłę z obnażania pragnień mężczyzn, których jest w stanie zdominować (serialowa scena przed towarzystwem arystokratycznym). Wie, że trzeba zdobyć pieniądze, by przetrwać. Skoro ojciec przegrał w karty majątek wraz z jej posagiem, ona chce sama zarabiać… I to na czym? Ma ambicje literackie i dziennikarskie, stąd wizyta w redakcji magazynu Bluszcz. Eliza Orzeszkowa - co w powieści robi Orzeszkowa, to naprawdę nie wiem (może ją podrzucił Asystent AI?) - odrzuca jej propozycję. Feministyczne ambicje Izabeli zostają początkowo wyśmiane, zmiażdżone, a ona sama - upokorzona. Jednak duch jej nie opuszcza: z upadku, z uzależnienia od morfiny, z ulicy - magicznie zostaje przeniesiona do łóżeczka księżniczki. Szybko z niego wyskakuje, robi szacher-macher, bo jest wygadana, inteligentna i cwana i … nie chcę zanudzać Państwa szczegółami – kończy jako emancypantka (no i z kasą, oczywiście). Problemy nierówności są jej wyraźnie bliskie: - Przecież trzeba coś z tym zrobić – mówi o nich z przekonaniem i głęboką refleksją. A na sugestie Wąsowskiej o korzyściach z bogatego męża odpowiada: Na nikim nie będę żerować. Przyświecają mi idee emancypacji!

Jakby ktoś jeszcze nie skojarzył, to było wyraźnie powiedziane. 

 W powieści natomiast nie ma takich słów, scen, bohaterki ani motywacji psychologicznej. Usunięta z arystokratycznych salonów, spłukana i zdewaluowana schroni się w klasztorze, aby – jak mówi Szuman – Pana Boga kokietować. Nie idzie do żadnej roboty, nie ma swojego biznesu, nie robi kasy. Zostaje usunięta z towarzystwa, bo przestała pasować do społecznego obrazu. 

Stanisław Wokulski 

 Zacznijmy od tego, kim w powieści nie jest Stanisław Wokulski. Nie jest pijakiem, który po wieczornym obżarstwie u Hopfera zatacza się z przyjacielem Rzeckim na ulicy. Nie ma snów erotycznych o Izabeli. Nie wciąga koki. Nie obraża arystokratów. Nie jest grubiański i wulgarny. To człowiek zamknięty w sobie, skuteczny i mroczny – niemy pień jak nazywa go Łęcka. 

Na widowni czy na scenie teatru?

Dwutomowa opowieść o dojrzałym kupcu, goniącym za niedostępnym ideałem kobiety, może być nużąca dla... nieprzyzwyczajonych. Jednak usunięcie przez reżysera kluczowego epizodu – momentu, w którym Wokulski po raz pierwszy dostrzega Izabelę w teatrze – odziera ten wątek z jego głębokiego sensu. W książce bohater ulega fascynacji tworem własnej wyobraźni, koncepcją rodem ze snu, która prowokuje go do kreowania sztucznych, teatralnych wizji małżeństwa, związku, miłości, kobiety…

 - Czy myślisz – spytał Wokulski – że można… kochać kobietę w sposób idealny, nie pożądając jej? 

- Naturalnie. Jest to jedna z masek, w którą lubi przebierać się instynkt utrwalania gatunku

…- odpowiada mu doktor Szuman.

 Wokulski nie jest prostym dorobkiewiczem, który lubi się najeść, nie śni o arystokratce, którą rozbierze z luksusowej sukni i zaciągnie do łóżka. Prus stworzył go jako marzyciela, zaplątanego w sidła opowieści o romantycznej miłości, który nabrał się na społeczne iluzje i który pragnie wejść na szczyt. Izabela spełnia wszystkie warunki, w tym jeden podstawowy – nie jest dostępna. Jego przymus wydobywania się (odsyłam do sceny, w której koledzy zabierają Stachowi drabinę, a ten gramoli się z piwnicy) jest przemożny. I w tym symbolicznym wymiarze to wydobywanie się, dojrzewanie do prawdy o sobie, świecie, kobietach – to opowieść Prusa. Miłość w powieści jest nieszczęśliwa, bo karmiona wyobrażeniami. A więc tragiczna, zawłaszczająca psychiką, izolująca. 

 W serialu Wokulski to inna postać: pragmatyczny facet, który wchodzi w układ z młodą arystokratką, na którą nagle ma chęć. Ona się sprzedaje, a on ją kupuje. Parafrazując, wyglądało to tak:

 - Wyjdę za ciebie, jak mi kupisz redakcję gazety – mówi serialowa Łęcka, która wychodzi z uzależnienia od morfiny poprzez dwa dni odsypiania.

 -  Spoko - odpowiada Wokulski.

Psychologicznie kompletnie nieprawdopodobne, jeśli chcemy odmalować dramat miłosny, będący – czy chcemy czy nie – głównym tematem „Lalki”, jej osią fabularną. 

 Rzecki 

 W powieści to równie tragiczna postać jak Wokulski: zakochany i zdradzony, zamknięty w sobie i sklepie, ślepo oddany przyjacielowi, chory coraz bardziej, wreszcie – w symbolicznej scenie umierający na serce. To „serce” które przestaje bić, to ostatnie romantyczne serce. Wraz z Rzeckim umiera świat idealistów, patriotów, romantyków. 

Rzecki w serialu to dość krzepki facet, mający romans z pokojówką, a w słodkim zakończeniu… mniejsza o to. 

Nie przeszkadza mi ta zmiana, wprost przeciwnie. Naiwnie czytając pragnie się dla bohatera happy endu, a nie zawału serca po smutnym i samotnym życiu! Ale pytania nasuwają się same. Po co jednak taka zmiana? Dla parodystycznej zabawy? Jakie znaczenia w strukturze całości ma ten bohater? Kim się staje? A wraz z nim inni?

Co tu się dzieje?

 I tu chyba mogę pokusić się o pierwsze podsumowanie. Maślona bawi się powieścią Prusa, robi z niej hecę. Można to nazwać dekonstrukcją powieściowej konwencji czy obnażaniem mitów, zmierzchem paradygmatu romantycznego a la Maria Janion, a równie dobrze – bzdurą fabularną. Skoro Łęcka sama się sprzedaje, Wokulski chce Izabeli do łóżka, Rzecki to napalony na pokojówki subiekt, a arystokrata Tomasz to zwykły (po wymowie i manierach wnosząc) posmarkany pijaczyna, to mamy już nie świat II połowy XIX wieku, tylko XXI – w jego, mówiąc językiem filmu, zborsuczonej wersji, w której jedyną motywacją w życiu są pieniądze, narkotyki i seks, a każdy ma swoje smutne uzależnienia. 

Obraz Prusa jest złożony, wielowymiarowy, głęboki psychologicznie, społecznie i filozoficznie.

 Czego nie ma w powieści? Zestaw dla mniej wtajemniczonych

 W powieści nie ma: Orzeszkowej z przyjaciółką, porodu na stole, małych chłopców robiących za kopiejki doskonałe portrety pamięciowe i pyskujących do policjantów; Izabeli która  prowadzi służbę do łóżka ojca i dyscyplinuje go w jej obecności. Nie ma pisania artykułów do Bluszczu - Izabela nie jest dziennikarką; Ochocki nie zakasuje rękawów, by wśród siarczystych przekleństw usuwać zwarcia elektryczne na tyłach sklepu. Tomasz nie kaja się w alkoholowych wyrzutach sumienia, że chce sprzedać córkę „za konia”, ani nie wychowuje jej w duchu wolności. Wokulski nie ratuje Alfreda przed samobójczym strzałem w łeb. Iza nie donosi na policję ani nie dybie na nią zakonnica z wąsem; nie dostaje też z pięści na Powiślu. Nie ma wymiotowania na kacu, morfiny w żyłę, seksu Rzeckiego z pokojówką Marianną. Bo nie ma pokojówki Marianny...

 Czy „wolno” zmieniać oryginał?

Jasne, że tak. Wolno wszystko: dekonstruować i przekształcać, dodawać i odejmować, zmieniać bohaterów, dodawać wątki, uwspółcześniać dialogi, zmieniać historię – do woli. Można nawet nie czytać oryginału i go odegrać – jak wyznała publicznie jedna z aktorek Odysei Nolana. I kto ją zmusi do czytania? Nikt. 

 Czy „wypada” przekształcać postaci według dowolnego, czasem zupełnie nieprawdopodobnego psychologicznie i społecznie schematu? Nie tylko wypada, ale jest w dobrym tonie – to nowoczesne, świeże, aktualne. Współczesnego odbiorcę zwalnia z jakiegokolwiek obowiązku myślenia: o świadomości elit II połowy XIX wieku na ziemiach polskich, programu ideowego tego czasu, realiów społecznych, nawet – prawdopodobieństwa psychologicznego. 

 Gdzie leży granica „uwspółcześniania” starych tekstów? W świadomości odbiorców, którzy znając tekst oryginału, bawią się – mniej lub bardziej - z reżyserem. Jeśli nie znają – reżyser bawi się nimi. A kasa leci. 

 

 

Czytaj dalej